Gazeta Dolnośląska Wrocław, 15 maja 2000
Wejście Smoka
Wrocławskie dziewczyny są najpiękniejsze – przekonuje pani Iwona, przedstawicielka biura Miss Polski. – W Warszawie na półfinałach zawsze mamy świetne wejście. Jakie to wejście? – pyta długonogą blondynkę w obcisłym sweterku. – Wejście smoka! – wykrzykuje tamta.
Klub 7 Grzechów przy ulicy Świdnickiej we Wrocławiu. Półmrok. Przy stolikach w milczeniu siedzi ponad trzydzieści dziewczyn. Przeważają długonogie wysokie blondynki. Niektóre mają po kilkanaście lat – wyglądają trochę jeszcze dziecinnie, jeszcze niedopracowane. Inne – jakby dopiero wyszły z salonu piękności. Mocny, perfekcyjny makijaż, na włosach balejaż, czekoladowa opalenizna i koniecznie obcisła, wydekoltowana sukienka.
– W niedzielę mamy pierwszy etap konkursu. Wtedy dziewczyny są najbardziej naturalne – tłumaczy pani Iwona, która pracuje w tej branży już od 12 lat. – Czasem przychodzą tu prosto z ulicy. Chcą spróbować swojego szczęścia. Nie wiedzą jeszcze, że bycie misską to naprawdę ciężka praca.
Kto zauważy, kto przegapi
W ubiegłym roku Joanna doszła do półfinałów. – Mama chciała zrobić mi kawał i zgłosiła mnie do konkursu. To chyba jej niespełnione marzenie. Ale kiedyś były inne czasy – dodaje po namyśle. – A może po prostu przegapiła swoją szansę.
Wiktorie namówił ojciec. Ma dopiero 16 lat. W ubiegłym roku też startowała w konkursie. – Chciałabym być modelką – mówi Wiktoria i odgarnia z twarzy falujące włosy. – Ale nie w Polsce, tylko za granicą. Jak Cindy Crawford. To zupełnie inne pieniądze – dodaje.
– Zawsze może cię ktoś zauważyć – wtrąca Joanna. – Jakiś fotograf albo reżyser. Można na przykład pojechać na sesję zdjęciową do Afryki – dodaje z rozmarzeniem. – Ale chyba bym się bała.
O każdy centymetr
Joanna ma 21 lat, 175 cm wzrostu, piękną twarz, duże niebieskie oczy, długie włosy w kolorze lnu i ładną, kobiecą figurę. Studiuje zaocznie na I roku Wyższej Szkoły Zarządzania i Marketingu we Wrocławiu. – Ten konkurs naprawdę mnie zmienił – mówi. – Jeszcze rok temu byłam zwykłą szarą myszką. A teraz jestem otwarta i pewna siebie.
Bezpośrednia, uśmiechnięta, żartuje i dużo o sobie mówi. W tym roku postanowiła znowu spróbować. – Dlaczego nie? Może tym razem się uda i jeszcze zrobię karierę – mówi ze śmiechem. – Poza tym to świetna zabawa.
Pracowała już w wielu miejscach. W sklepie odzieżowym, w firmie przy obsłudze komputera. Była też przedstawicielem handlowym i rozwoziła piwo. A nawet zbierała truskawki. – Pewnego dnia właściciel plantacji powiedział do mnie: „Co ty tu robisz? Jesteś piękna. Powinnaś zostać modelką” – opowiada. No i zgłosiła się do agencji modelek. – Od razu mnie zapytano, ile mam w talii. A wtedy miałam 67 centymetrów. Za dużo. Zależało mi na tej pracy, więc obiecałam im, że schudnę.
Ćwiczyła, biegała, jeździła na rowerze. No i oczywiście głodziła się. Rezultat był taki, że wylądowała w szpitalu. Miała problemy z jelitami i anemię. – teraz jestem już za stara na modelkę – ocenia. – W modzie są nastolatki. Poza tym nie mogłam się tak ciągle odchudzać.
Joanna Uwielbia słodycze. – Ale taka czekoladka to kolejny centymetr w pasie – dodaje z żalem.
– Ja zawsze miałam kompleksy na punkcie zębów – wtrąca Ania, jej koleżanka. – Nawet boję się uśmiechnąć. Będę musiała przed konkursem poćwiczyć przed lustrem – mówi nerwowo.
Jak to bywa na konkursach
Dziewczyny twierdzą, że wygląd w dużej mierze zależy od pieniędzy. Wtedy naprawdę można o siebie zadbać. – W ubiegłym roku na konkursie w Warszawie poznałam pewną dziewczynę – opowiada Joanna. – Miała jakieś 15 lat, może 16 lat. I silikon w biuście. Przyjeżdżał do niej dużo starszy facet. Podobno jakiś reżyser z Niemiec. Super wóz i dużo forsy – mruga znacząco.
Pani Iwona z biura Miss Polski twierdzi, że coraz częściej zdarzają się dziewczyny wypracowane. – One chcą być idealne, a takie przeobrażenie dużo kosztuje.
– Różna rzeczy dzieją się na takich konkursach – mówi Joanna. – Ja sobie powiedziałam, że będę uczciwa. Gdyby nie to, może już bym zrobiła karierę. To jest świat biznesu. I tak tego nie zmienię. Jednej dziewczynie na konkursie ukradli sukienkę – opowiada. – Tańczymy na scenie w eleganckich kreacjach, a ona w kostiumie kąpielowym. Strasznie się dziewczyna zestresowała.
Tylko na szpilkach
Jedna za drugą, według wzrostu, przemierzają parkiet. Niektóre nieudolnie, niepewnie, nieśmiało. Inne jak prawdziwe modelki. Biust do przodu i ściągnięte pośladki. – Pamiętajcie, musicie być cudowne! – przypomina pani Iza. – Nie garbić się! Ale przede wszystkim uśmiech. Macie oczarować jurorów.
Na niedzielny konkurs dziewczyny muszą przygotować szpilki, jednoczęściowe stroje kąpielowe i wystrzałowe kreacje. – Żadnych koturnów! W szpilkach jesteście najbardziej seksowne – podkreśla pani Iwona. – Przecież ona się zabije – denerwuje się mama pewnej nastolatki. – Taka młoda i w szpilkach. Jak ona będzie wyglądała?
Przedstawiają się na scenie. Jedna zapomniała, ile ma lat. Inna, skąd pochodzi. Przestraszone, zestresowane, ukradkiem zerkają na swoje konkurentki. – Jestem za mała – szepce nerwowo jedna z dziewczyn, – Mam tylko 170 cm wzrostu. MARIOLA SZCZYRBA
W niedzielę w klubie 7 Grzechów we Wrocławiu organizowane były wybory Miss Dolnego Śląska. Drugim etapem są tzw. repasaże w Warszawie, czyli eliminacje do półfinału konkursu Miss Polski. Finał zaplanowany jest na 24 czerwca w Kudowie Zdroju.