1993 Najpiękniejsze…

Missland 4 / 93 Sierpień 1993

Najpiękniejsze’93

W dniu koncertu finałowego 16 lipca o dziewiątej rano w Wieżycy pod Gdańskiem odbywa się spotkanie członków jury z finalistkami. Sala będąca poprzednio miejscem prób staje się niemym świadkiem „egzaminowania” kandydatek na Miss Polski.

Dziewczyny wędrują od stolika do stolika, rozmawiają z jurorami. Opowiadają o sobie, o tym, co zdecydowało, że stanęły do konkursu. Odpowiadają na pytania dotyczące znajomości języków obcych, a także przechodzą krótki sprawdzian z historii. Jeden z jurorów usiłuje się dowiedzieć, jakie państwo będzie niedługo obchodzić swoje narodowe święto. Dla jurorów to nie tylko szansa na sprawdzenie inteligencji dziewczyn, ale także okazja do przyjrzenia się im z bliska. Wieczorem będą podziwiać je w galowych strojach na scenie. Wtedy też ogłoszą ostateczny werdykt.

Około siedemnastej dziewczyny przyjeżdżają do opery. Przy makijażu pomaga im trójka zawodowców. Umalowanie dwudziestu dziewcząt zajmuje sporo czasu. Z głośnika za chwilę docierają informacje o pozostającym do wyjścia na scenę czasie. Napięcie rośnie.

Za kulisami członkowie kabaretu OTTO wykonują „małpie miny”, aby wywołać na skupionych twarzach dziewcząt uśmiech. Choreograf Janusz Dąbrowski, ściska kciuki i ręką daje znak dziewczynom. Kiedy któraś z nich, na szczęście w ostatnim rzędzie, myli krok, załamuje ręce. Ale dziewczyny tego nie widzą. Przed nimi ostre światła i bijąca brawa publiczność. Kiedy milknie ostatni akord i schodzą ze sceny, rzucają się sobie w objęcia i wydaja okrzyk radości, który słychać chyba na widowni. Udało się, żadna się nie przewróciła, nie wpadły na siebie przy obrotach. Inspicjentka przegania je do garderoby. Maja zaledwie kilka minut, by zamienić kolorowe sukienki w „łączkę” na kreacje wieczorowe własnego pomysłu. To jedyne stroje, o których wyborze zadecydowały same.

Walka o tytuł Miss Polski nie przeszkadza dziewczynom pomagać sobie nawzajem. Wiedzą, że dopóty jury nie ogłosi werdyktu, dopóki nie zostaną wybrana finałowa piątka, liczy się ich wspólny występ, a nie solowe popisy. Kosmetyki, klipsy, łańcuszki i korale zmieniają właścicielki.

Półgodzinna przerwa w koncercie musi wystarczyć dziewczynom na założenie najpiękniejszych kreacji tego wieczoru – sukien ślubnych. Pracownice „Mariages” pomagają dziewczynom w ubieraniu ofiarowanym przez firmę sukien.

Pierwsze akordy nastrojowej piosenki Whitney Houston i pierwsze finalistki w swych pięknych kreacjach pojawiają się an scenie. Publiczność reaguje brawami, kończącymi również występ. To wyjście dziewcząt podobało się publiczności i jurorom najbardziej. I po nim właśnie zapadnie pierwszy werdykt jury – wybór najlepszej piątki.

Jury radzi, a dziewczęta przebierają się ponownie w sukienki w „łączkę”. Patrzę, jak zdenerwowane, tuż przy schodach prowadzących na scenę czekają, aż konferansjerzy odczytają wyniki obrad. Za suchymi, padającymi ze sceny, liczbami kryje się wielkie szczęście i wielka rozpacz. Ukrywane gratulacje koleżanek, na które teraz nie ma czasu. Pełen napięcia moment wyczekiwania, jaka padnie liczba następna. Jedna z wybranych przez jury dziewcząt płacze. „Jest mi tak przykro z powodu pozostałych, im też się to należało” – mówi.

W pokoju sąsiadującym z garderobą ktoś włączył telewizor. Dziewczęta gromadzą się wokół niego, by zobaczyć jak wypadły. Retransmisja ma prawie godzinne opóźnienie, trafiają więc na moment własnej prezentacji. Komentują żartobliwie swoje wystąpienia. Drżenie warg, które uniemożliwia im mówienie, uczucie ściśniętego gardła.

Tymczasem z obrad wróciło jury i moment nieuwagi wystarczył, by nad koncertem zawisło widmo klapy.

Podczas gdy Jerzy Kryszak, zapowiadał werdykt jury, finałowa piątka była jeszcze nie gotowa. Atmosfera podniecenia udzieliła się wszystkim. Na szczęście podawane za kulisami znaki proszące o chwilę czasu zostały należycie odebrane, a estradowy instynkt konferansjera uratował sytuację. Nikt z publiczności nie domyślił się grozy sytuacji. Uśmiechnięte dziewczyny wkroczyły na scenę w ostatnim momencie.

Wreszcie najważniejszy werdykt. Miss Polski’93 zostaje dziewiętnastoletnia Agnieszka Pachałko. Zadowolona wyjeżdża z Opery Bałtyckiej nowiutkim Fiatem Tipo. A w garderobie łzy mieszają się ze śmiechem. Rozpacz, że się nie udało i zadowolenie z następnego życiowego doświadczenia. Z możliwością wystąpienia na scenie, z nawiązania ciekawych znajomości. Z odrobiną innego, ciekawszego, być może, życia…

VB
Zdjęcia Krzysztof Wojciewski