Sztandar Młodych, 12 marca 1990 roku
Spór o patent na Miss
Konflikt miedzy Biurem Miss Polonia przy Stowarzyszeniu Przyjaciół „Expressu Wieczornego” a Spółką z o.o. „Missland” przybiera na sile do tego stopnia, że interesy obu zwaśnionych stron próbuje (nie po raz pierwszy zresztą) pogodzić Wysoki Sąd.
Tym razem poszło o naruszenie dóbr osobistych udziałowców „Misslandu”, a konkretnie o treść tekstu, wysłanego w grudniu ub. roku do 18 pism terenowych, w których red. Piotr Stawicki (dyr. Biura Miss Polonia przy SPEW) pisze między innymi: („Jerzy Chmielewski prezes „Misslandu” – przyp aut – nie zachował się jak należy bowiem usiłował ukraść nazwę Biuro Miss Polonia i prawa do organizacji jedynego reprezentatywnego, a więc uznawanego konkursu piękności o tytuł najpiękniejszej Polki (…). Pan Chmielewski może organizować różne imprezy rozrywkowe, ale nie ma żadnych praw do organizowania konkursu Miss Polonia i tym samym delegowania dziewcząt na konkursy międzynarodowe, co, zdaje się, solennie obiecuje …) Chcemy jeszcze raz podkreślić, że postanowieniem sadu rejonowego firma p. Chmielewskiego nie może używać nazwy Biuro Miss Polonia. Takie organizowanie konkursu piękności pod nazwa Biuro Miss Polonia i innych odmian językowych tej nazwy jest przez nasze stowarzyszenie i redakcję „EW” zastrzeżone w Polskim Urzędzie Patentowym.
Licencja na organizowanie konkursu wydana została wyłącznie dla nas, a zatem używanie jego semantyczne odmiany Miss Polski jest niedopuszczalne i grozi konsekwencjami prawnymi (…)”.
Tyle teleks podpisany przez red. Stawickiego.
Z taką forma dezinformowania opinii publicznej „Missland” nie mógł się zgodzić, stąd też i rozprawa sądowa. W obecnych warunkach ekonomicznych żadna firma nie może zastrzec sobie wyłączności na prowadzenie określonej działalności – w tym przypadku idzie także o działalność gospodarczą, na którą Stowarzyszenie Przyjaciół „EW” (w przeciwieństwie do „Misslandu”) nie ma zezwolenia. Tak samo, jak nie ma zastrzeżonego w Urzędzie Patentowym wyłącznego prawa do organizacji konkursu piękności.
Sprawa sądowa jednak się nie odbyła z powodu nieobecności pozwanego (który musiał być obecny na pogrzebie byłego redaktora naczelnego swej gazety). W jego imieniu pełnomocnik (powiadomiony przez red. Stawickiego o sprawie zaledwie dwa dni przed terminem) wnioskował o odroczenie sprawy o 14 dni.
Przypadek zrządził, że tego samego dnia w gmachu sądów przy ulicy Świerczewskiego pojawił się pełniący funkcję ławnika red. Janusz Wasilewski – zastępca red. Naczelnego „EW” i jednocześnie wiceprezes Stowarzyszenia przyjaciół tej szacownej popołudniówki. O rozprawie, na jaką wzywano jego podwładnego, dowiedział się od dziennikarza radiowej „Trójki”. Zawiodła komunikacja wewnętrzna?
ANKO