1987 Rozmowa z Bogną

Gazeta Młodych Warszawa, 4 sierpnia 1987 roku

Rozmowa „Gazety Młodych” z BOGNĄ SWOROWSKĄ, Polką piękną i inteligentną, Miss Mazowsza, Wicemiss Polski Anno Domini 1987, dziewczyną za którą najmocniej trzymaliśmy kciuki.

– Czym się Pani zajmuje na co dzień?

– Jestem modelką. Poza tym uczę się intensywnie języków obcych włoskiego i francuskiego, w przyszłości planują jeszcze angielski.

– Ma Pani nadzieję na pracę za granicą?

– Mam nie tylko nadzieję, ale i kontrakty. W dwu agencjach modelek: w Mediolanie i w Paryżu. Po ukończeniu studiów, planuję italianistykę, chciałabym pracować w jakimś biurze polsko-włoskim.

– Wiele dziewcząt startuje w konkursie „Miss Polonia” ponieważ marzy o pracy modelki, może aktorki. Pani już jest modelką, po co więc taki konkurs?

– Prawda? Wszyscy znajomi mi to mówili. Wystartowałam chyba dla własnej satysfakcji. A poza tym dlatego, że ewentualna wygrana łączyła się ze wspaniałymi podróżami, co jest jednym z moich siedmiu marzeń.

– Czy zostanie modelką też było takim marzeniem?

– Było, choć niczego w kierunku jego spełnienia nie uczyniłam. Byłam kiedyś z mamą w Rembertowie na „ciuchach” i zaczepił mnie fotograf pan Czudowski. Po wakacjach zadzwonił do mnie z propozycją do zdjęć i tak rozpoczęłam jednocześnie naukę w liceum ogólnokształcącym i pracę.

– Jakie warunki powinna spełniać dziewczyna, żeby mogła zostać modelką?

– Fotomodelką może być prawie każda dziewczyna mająca regularne rysy twarzy. By prezentować modę na pokazach dziewczyna musi być szczupła, zgrabna i wysoka. W Polsce musi mieć co najmniej 170-172 cm na Zachodzie minimum 175. Zdarzają się tam i takie modelki, które mają przeszło metr osiemdziesiąt, dopiero na kobietach tego wzrostu ubiory prezentują się wspaniale. Jeśli chodzi o urodę, to obecny trend światowy preferuje nie tyle kobiety klasycznie piękne, ile o urodzie raczej oryginalnej, mające za to w postaci, twarzy, sposobie poruszania się coś dumnego, szalenie eleganckiego. Modelka za pokazie olśniewa, mimo że z bliska może być prawie przeciętna. Olbrzymim darem jest umiejętność takiego właśnie zachowania się na scenie.

– Czy modelka musi mieć „wnętrze”?

– To zrozumiałe. Utarła się niestety opinia, że modelki są głupiutkie i ładne. I część pewnie faktycznie taka jest. Ja jednak uważam, że kobieta, modelka również, musi być przede wszystkim mądra. Jeśli kobieta jest mądra – to jest piękna pięknem swej duszy.

– Jak według Pani prezentują się polskie dziewczyny na ulicach?

– Uważam, że Polki są najpiękniejsze, ale zaniedbane. Niekoniecznie kobieta musi być wymalowana, mienić się wszystkimi kolorami tęczy, mieć usta widoczne z odległości kilometra, żeby być piękna, zadbana, elegancka. Wręcz odwrotnie. Makijaż, zwłaszcza na co dzień, powinien być prawie niewidoczny, tylko podkreślający urodę. Ostre makijaże można oczywiście stosować, ale raczej na wieczór, na uroczyste okazje. Poza tym radziłabym częściej strzyc włosy, a ubiór bardziej dostosowywać do własnej figury.

– Czy ma Pani kompleksy?

– Przez wiele lat miałam kompleks wzrostu, zawsze byłam najwyższa, a tak chciałam być malutka, chodzić na szpileczkach i być bardzo elegancka. A tu mam 178 cm, wysokich obcasów nosić nie powinnam i w żaden sposób nie mogę wyglądać ślicznie i słodko. Całe szczęście, że na pokazach mogę założyć wysokie szpile i choć przez chwilę pobyć w tym, co lubię. To oraz fakt, że pozbyłam się kompleksów, uwierzyłam w siebie – to największa zaleta bycia modelką.

– A jakie są wady tego zawodu?

– Z pewnością częste wyjazdy i w ogóle ciągły brak czasu, choć może nie daje mi się to jeszcze tak bardzo we znaki, bo nie mam męża, dzieci, domu. Myślę, że jeszcze około pięciu lat będę robić to co robię, więc dopiero potem chciałabym założyć rodzinę.

– Co Pani zabiera aż tyle czasu?

– Dopiero pracując za granicą oceniłam, jak ciężka i absorbująca może być praca modelki. Zdjęcia w Polsce robi się w zasadzie zawsze jednakowo – statycznie. Natomiast zdjęcia robione na Zachodzie wymagają ogromnej pracy: prób przed lustrem, skakania, tańca, uśmiechania się, robienia „głupich” min, a wszystko to powtarza się dziesiątki razy – bo zdjęcia muszą być wesołe, dynamiczne. Na przykład we Włoszech było dla mnie wielkim zaskoczeniem, kiedy kazano mi skakać w pięknej wieczorowej sukni. Bo fotoreporterowi chodziło o ruch, o efekt wspaniałego lotu w tej sukni. Pokazano mi zdjęcia w innych żurnalach i kazano ćwiczyć w domu przed lustrem. Niedługo znów pojadę do Mediolanu do pracy ale zanim dostanę jakiekolwiek zamówienie muszę odbyć naukę w szkółce chodzenia. Bo chodzić można różnie: energicznie i dostojnie, w tańcu i gimnastycznie, w sukience i w spodniach, we włosach długich i krótkich i na kilkadziesiąt jeszcze sposobów.

– Czy interesuje się Pani sztuka?

– Tak, choć nie znam się na niej. Chodzę często na wystawy, ale zawsze w towarzystwie kogoś kompetentnego.

– Jak w paru słowach określiłaby Pani siebie?

– Jestem całkiem zwykła, skromna i taką chciałabym pozostać.

– Skromność w świecie mody, sceny, świateł, częstych wyjazdów, kontaktów z najróżniejszymi ludźmi – trochę to nie pasuje do powszechnych wyobrażeń…

– Modelka, jeśli zależy jej na sukcesie, powinna mieć dobrą opinię.

– Tę moralną również?

– Tak. To dość ważne.

– Jak spędza Pani wolny czas?

– Bardzo lubię literaturę. Jeśli czas mi na to pozwala, staram się czytać jak najwięcej. Interesuję się literaturą francuską, którą próbuję czytać w oryginale, ze słownikiem w ręku.

– A co poleciłaby Pani do czytania na lato?

– „historię pewnego życia” Guy de Maupassanta. Przeczytałam ją ostatnio po raz nie wiem który. Wspaniała książka dla kobiet, nieraz ratowała mnie przed załamaniami stawiając moja psychikę znów „na nogi”. Polecałabym także książki podróżnicze, niekoniecznie w sensie dosłownym, ale takie, które przenoszą nas w czasie, do innych kultur. Nie radziłabym nadmiaru książek zupełnie lekkich, bo wiem z doświadczenia, że po wakacjach nie można potem zmusić mózgu do pracy.

– Z Pani urodą nie może Pani chyba opędzić się przed mężczyznami?

– Czasem jest to niezbyt przyjemne. Nigdzie nie mogę wejść sama, bo zaraz słyszę głupie zaczepki, a niektórzy mężczyźni potrafią być nachalni i bezczelni.

– Nie wierzę jednak, że jest pani zupełnie sama.

– Wśród mnóstwa osób, które mnie otaczają, myślę, że jednak tak. O małżeństwie, jak powiedziałam, na razie nie myślę.

– A jakie to Pani małżeństwo powinno być? Jak je Pani sobie wyobraża?

– Marzę o przytulnym, ciepłym, pełnym miłości domu, o czułym mężu, dwójce dzieci. Nie podobają mi się dzisiejsze rodziny, w których nikt dla nikogo nie ma czasu. Po urodzeniu dzieci odłożę na pewien czas pracę zawodową, poświęcę im całą uwagę, miłość, starania. Moja mama też tak kiedyś zrobiła, za co jestem jej wdzięczna.

– Co jest dla Pani największym problemem?

– Ciągły brak czasu. I roztrzepanie. Nie potrafię należycie skupić się na tym, co robię. Tak mnie absorbują plany na daleką przyszłość, że zapominam o „dzisiaj” i „jutro”.

– Jak porównałaby Pani siebie i swoje rówieśnice?

– Jestem chyba od nich dojrzalsza, doroślejsza. Pracuję od piętnastego roku życia. Sama musiałam decydować, co dla mnie będzie lepsze, korzystniejsze, wcześniej miałam własne pieniądze, ale i więcej musiałam pracować, odrabiać lekcje z wyprzedzeniem, żeby móc wyjeżdżać na zdjęcia.

– Gdyby mogła Pani zacząć życie od nowa, co by pani w nim zmieniła?

– Nic. Niczego nie żałuję i wszystko chciałabym przeżyć tak samo.

Rozmawiała: DANUTA GRABOWICZ