1987 Guma dla Miss

Przegląd Tygodniowy” Warszawa, 16 sierpnia 1987 roku

GUMA DLA MISS

Wszystko wskazuje na to, że obok Targów Poznańskich, aukcji koni w Janowie Podlaskim i festiwalu w Sopocie konkurs Miss Polonia zyskał renomę imprezy atrakcyjnej i wysoce prestiżowej. O ile nie każdy może się pokazać na balu Marlboro w hotelu „Forum” (za drogo), czy też wybrać się na muzykowanie do Łańcuta (za daleko), to kibicowanie konkursowi Miss Polonia nie wiąże się z wielkimi kosztami, więcej powiem, można jeszcze wygrać radio albo grzałkę w plebiscycie publiczności. Kogo nie stać na finał, mógł sobie obejrzeć półfinał albo eliminacje, których było bez liku.

Jeśli wierzyć red. Wasilewskiemu z „Expressu Wieczornego”, w tegorocznej edycji konkursu brało udział prawie 1000 dziewcząt. Jak tak dalej pójdzie, już wkrótce nie będzie w Polsce żadnej w miarę zgrabnej dziewczyny w wieku 18-23, której uda się uciec przed czujnym spojrzeniem jurorów eliminacji różnych szczebli.

Niewykluczone, że po tegorocznym skandalu z werdyktem, zabraknie także jurorów, czemu można jednak zaradzić przyznając im te role dożywotnio.

Tegoroczny finał konkursu wzbudził tak wielkie emocje, że nawet red. Tumanowicz nie zdzierżył i w przerwie transmisji telewizyjnej na zakończenie wieczornego serwisu informacyjnego ujawnił swój typ, fotomodelkę Bognę Sworowską (8) z Warszawy, grzebiąc tym samym szansę na tytuł tej, zdawałoby się, absolutnej faworytki. Tak to już bowiem u nas jest, że kiedy telewizja mówi jedno, naród robi zupełnie co innego.

Ten drobny w istocie incydent sprowokował rozgorączkowaną publiczność telewizyjną w całej Polsce do gwałtownej wymiany zdań i polaryzacji poglądów, sprowadzających się w gruncie rzeczy do dwóch skrajnych stanowisk.

Przedstawiciele pierwszego byli zdania, że red. Tumanowicz, jak każdy obywatel, mógł mieć swoją ulubienicę i dać temu wyraz publicznie za pośrednictwem TV.

Oponenci za punkt wyjścia przyjęli założenie, że red. Tumanowicz przekazując wieczorne wiadomości nie występował jako osoba prywatna, lecz reprezentowała firmę, czyli TVP. Tym samym nie wolno mu było robić żadnych uwag czy zwischenrufów na boku, bo stworzył tym samym niemiłe wrażenie, że to TV foruje pannę Sworowską. A wiadomo, że jak telewizja coś lansuje, to znaczy, iż wszystko jest już dawno ustalone.

Takie rozumowanie znajdowało umocnienie w atmosferze, jaką jeszcze na długo przed finałem wytworzono wokół panny Sworowskiej. Pół Polski wiedziało, że jest to w tym roku faworytka zdecydowana, reszta zaś dziewcząt będzie tylko tłem dla jej urody.

Nawet red. Butrym oświadczył w „życiu Warszawy”, na kilka dni przed finałem, że wszystko jest z góry ukartowane i jak Bogna nie wygra, to odszczeka pod stołem. Teraz zbiera pieniądze na wynajęcie Sali Kongresowej, tylu jest chętnych do obejrzenia jak wywiązuje się z danego słowa.

O ile wobec red. Tumanowicza możemy przyjąć domniemanie dobrej wiary, to trudno już na podobnej zasadzie rozgrzeszać zachowanie się dyrektora biura konkursu Miss Polonia 9i autora scenariusza imprezy) Jerzego Chmielewskiego. Można by przypuszczać, że scena Opery Leśnej w Sopocie pomyliła mu się z taflą lodowiska, zaś sam konkurs z meczem hokejowym. Powinien być jednak w takim razie konsekwentny i manifestacyjnie żując gumę przekazać werdykt jury konferansjerom nie w smokingu, lecz w stroju hokeisty i to najlepiej kanadyjskiego.

Dyrektor biura pojawiał się na scenie a tym samym na wizji trzykrotnie i podczas każdego wejścia pracowicie ruszał szczękami. Widać nikt nie ośmielił się zwrócić mu uwagi, że żucie gumy jest nie na miejscu.

Można nawet zrozumieć, że miał powody, aby być wściekłym na jurorów, ale takie rzeczy prawdziwi dżentelmeni w smokingach załatwiają za kulisami i raczej nie za pomocą gumy do żucia.

Jedyna nadzieja, że nie przekazywaliśmy tej transmisji na żywo poza granice, bo za sprawą pana dyrektora moglibyśmy tylko najeść się wstydu.

Z drugiej jednak strony, cokolwiek by mówić, to od czasów występu Krystyny Jandy w Opolu, jest to najbardziej szokujący incydent z gumą do żucia na polskiej estradzie.

To jednak nie jurorzy zamknięci w pakamerze pod sceną, lecz organizatorzy, uwiązali red. Butrymowi kobyłkę u płotu. Zaskoczenie jury własnym werdyktem było tak wielkie, że p. p. Zofia Nasierowska i Beata Tyszkiewicz do dzisiaj wprost kipią z oburzenia. Sama panna Sworowska nawet nie stara się ukryć rozczarowania, mówiąc podczas konferencji prasowej: „Tuż przed finałem nastąpiła w stosunku do mnie jakaś wyczuwalna zmiana, ale trudno mi na razie powiedzieć o co chodzi”.

Tak więc konkurs dostarczył publiczności i telewidzom nie tylko niezapomnianych wrażeń estetycznych, ale i obyczajowych. Za sprawą niezastąpionego dyr. Chmielewskiego urósł bowiem do rangi super skandalu.

Jak znam życie, w przyszłym roku będzie jeszcze ciekawiej.

Wśród uwag i spostrzeżeń z tegorocznego konkursu, nader często powtarza się postulat, aby w przyszłości oprócz informacji co kandydatki czytają (Witkacy, Flaubert, Musil) i jakimi samochodami lubią jeździć (szybkimi, rzecz jasna) ujawnić także szerokiej publiczności ich wymiary (biodra, talia, biust).

Wychodząc naprzeciw tym życzeniom podajemy za „Kurierem Polskim” dane techniczne pierwszej trójki konkursu Miss Polonia’87 – panna Monika Nowosadko: 93-61-93, panna Joanna Śledzicka: 92-60-93, panna Bogna Sworowska: 90-60-93.

Coś mi się widzi, że gdybyśmy we wszystkim potrafili osiągnąć tak idealne proporcję, żyłoby się nam znacznie spokojniej, a może i dostatniej.
ANDRZEJ SZMAK

PS. Dla kolekcjonerów podajemy wzrost, wagę i wiek wszystkich trzech panien łącznie obliczone metodą red. Przybylika: 5, 26 m, 174 kg, 66 lat. Kolor oczu niepokojący (wyczekujący, obiecujący, prowokujący), zresztą sami panowie wiecie jaki.
AS